Polaco
“La casa que me habita”, de Wilfredo Carrizales
Portada de La casa que me habita, de Wilfredo Carrizales, en su edición digital, que obtuvo en 2006 el Premio Nacional del Libro de Venezuela.
Trece textos de La casa que me habita, de Wilfredo Carrizales, traducidos al polaco

¡Comparte este contenido! Compartir en Facebook Compartir en X Compartir en WhatsApp Enviar por correo

I

Dom otwiera swój zewnętrzny mur: precyzyjny otwór tak, by mógł wstąpić weń wdzięk i uważne spojrzenie kobiety o tubylczo brzmiącym imieniu.

Paprocie opadają na włosy gościa i nocna bryza wychodzi na jej spotkanie by uczynić jej drogę lżejszą i sławić ją w jej miejscu, które utrzymuje ją w niepewności.

Wewnętrzne ściany domu rozpościerają swoje cudowne światła, kandelabry i maski. Daleki wschód zmniejsza odległości, unosząc w powietrzu intrumenty muzyczne, zrodzone z pierwotnych elementów. Zbliżenie ciał wstrzymuje upływ nocy i tysiące pocałunków osiada w erosie i jego arkanach.

Dom wkrada się w łaski kobiety i dostarcza jej łagodnych snów na kobiercu dawnych bajek. Jej delikatny, kobiecy profil, który zaledwie jęczy, zaczyna przekształcać się w półksiężyc i światło jest tak intensywne, że dom zaczyna krzyczeć.

 

II

Zegar na ścianie decyduje każdej nocy wybić jedynie określoną ilość uderzeń. W tych godzinach wychodzą z ukrycia cienie nieprecyzyjnego czasu. Schodzą po białych ścianach, z różnych miejsc i spotykają się bardzo blisko skrzyni zegara. Dokładnie obserwują ruch wahadła. Następnie obliczają odpowiedni moment by zniknąć wchłonięte przez wszystkie zakątki zapomnianych przestrzeni.

Deszcze nadchodzą niespodziewanie uwiedzione tym niecodziennym zdarzeniem. Dom ogarnia coraz większa radość i zaczyna postrzegać zwinność niebiańskich źródeł. W miarę przybliżania się granicy deszczu, swoiste drgnienie wzburza fundamenty domu. Skuteczność urzeczywistnienia siły związanej z impulsem, który go przenika staje się coraz bardziej widoczna.

Kałuże wody są tak przezroczyste, że nawet ogród przegląda się w nich i odkrywa inną młodość.

 

III

W sobotę dom staje się wewnątrz odległy. Poszukuję ukrytego znaczenia i przemierzam stopniowo siną dal, która nie zamierza wrócić. Odkrywam (tak jakby nigdy wcześniej nie miało miejsca żadne inne odkrycie) zniszczony zakątek na odwleczonym patio. Kamień milowy i granicę nostalgii.

Mury wybrały starość i dlatego też kruszą dumę i dawną naturę ich własnych przodków. Tamtędy przemierzają bezustanni architekci służby snów i ziemi, wapna i śpiewu, przemieszanych kamieni.

Można wyczuć obecnośc tynku karmiącego cegły. Zbędnym jest mówienie, że zbywają ślady błękitu i szarości, które są nadgryzieniami w teksturze.

(Włosy koloru słomkowego roszczą sobie prawo do ozdobienia niezniszczalnego wykończenia muru i przyszłe deszcze ocalą zieleń, której zażarcie broniliśmy będąc dziećmi).

 

IV

Kwiaty drzewa pomarańczowego wyznaczają początek domu i jego nadmierną wartość daleko wykraczającą poza zwykłą przestrzeń nakreśloną wiatrem i głazami terenu.

W pełni rozkwitu, dom pęka i jego ziemisty sok roślinny tworzy dachówki o niezwykłym pokryciu, kolumny o mniszej cierpliwości i w modłach łączy drewno.

W innym czasie dom poruszył się krocząc za kręgami wyznaczonymi przez śmiejącego się rankiem świerszcza.

Mówiliśmy wtedy: Bawmy się w wymyślanie znaczenia krzewów, które zaprzeczają swojej przedwczesnej dojrzałości. Oceńmy, twierdziliśmy niegdyś, okazałość aromatów i zbierzmy z ogrodów blask zawieszony na naszych kometach.

 

V

Dźwięk bosych stóp na progu drzwi. Ziemia podsyca kurz do sprofanowania niezwykłej czułości popękanej podłogi. Słyszymy także dźwięki stóp, które w lepszych czasach były obute. Wspomnienia zwisają w dół wzdłuż warkocza i bryza porusza nimi wchodząc na palcach przez okna, które otwierają się na większe tajemnice.

Grube mury stale gonią za bielą, gdzie rzucają cień dawnych wspomnień ku uciesze mych oczu, które na wszystko oczekują.

Sny nie mogą odejść gdy chcą. Dobrym pomysłem wydaje się ukazanie siły, jaka ukrywa się w każdym zakątku, ale widomości stale przekazywane przez dom powinny zostać doprowadzone do szczęśliwego zwieńczenia.

(Kogut przybywa do domu i rankiem pieje, rozdzielając białe jajka, które radośnie obracają się w gęstwinie liści).

 

VI

Drozd lata wokół jednej z dusz domu. Takie wydarzenie jest dopuszczalne tylko i wyłącznie gdy lekkość uwydatnia się w nadzwyczajnych okolicznościach.

W przeciwnym razie, czerń przywłaszcza sobie jedynie i nieuleczalnie, duszę, którą dom żarliwie skrywa w swoim ukrytym pochodzeniu.

Czasem pojawiają się popielate lub czerwonawe plamy w szparach, przez które uciekają sny a potem, pośpiech zdaje się paraliżować naturalny rozwój domu w kierunku nadmiernie odległych miejsc.

Wtedy ziemia patia szuka jedynego losu, który ją wytłumaczy przed oczami gości.

 

VII

Dom, który mnie zamieszkuje nie może znaleźć sobie miejsca i krząta się po wszystkich i po każdej ze ścian.

Sądzę, że zasługuję na jego dobroć i przyrzekam być szczerym świadkiem wydarzeń, które sprawiają, że staje się żywy i pulsujący.

Nieoczekiwanie, zakręty i zakamarki domu zostają otwarte i umożliwiają ucieczkę licznym przedmiotom, meblom i drobnym gościom. Nie umyka mi najmniejszy szczegół zdarzeń, nie wyciągam żadnego błędnego wniosku. Oceniam i siebie oceniam.

Gołym okiem widać, że to niezwykłe wydarzenie korzysta z natłoku dawnych kroków, ciągłego przemieszczania się nadziei ograniczonych przez pierścień ścian.

Ulegając szybkiej zmianie, w najbliższych dniach dom uzewnętrzni się i będzie grawitować nad przestrzeniami, które poświadczą wszystkie jego szczegóły.

 

VIII

Nadmiar domu nie ustaje. Przeczuwa bliskość ogromnych drzwi skierowanych ku jasnemu obrotowi kurka na dachu.

Pod konstrukcją belek, domowe życie odbywa się w kontemplacji zenitowego światła, oddanego swej uporczywości. Jednak, jasność utrzymają jedynie ci, którzy odważą się przekroczyć indagujące progi budowli.

Kości i wapń wywyższają wejście, stawiając je na tym samym poziomie co plątanina gałęzi, w której zatrzymuje się księżyc.

 

IX

Koty zostają uwiedzione przez dom, przez wnoszące się ciepło. Nocą, w samym środku bieli ścian, najodważniejszy koci przedstawiciel domaga się własnej przestrzeni i wymusza przystań obok strawy. W zamian, pozostawia miauczących przyjaciół.

Twierdzi się, że jakiś duch obrońca kotów stale podąża do domu, starając się zapewnić dobrobyt dla miauczącego bractwa. (Kiedy duch wypełnia domową przestrzeń, mruczę i delektuję się erotyczną strawą snu).

Jest też piżmowy aromatyzujący głód domu w deszczowych czasach. Wtedy, staję przed Kocią Radą i wyrażam identyczną dumę i pokorę jako ofiarę złożoną okazałości właścicieli domu.

 

X

W kuchni dom występuje z brzegów w gusłach, a garnki i patelnie wracają do czasów alchemii. Kiełkują w powietrzu mile i wieki wiedzy aromatycznej: goździki by naznaczyć okna zmysłów; cynamon potrzebny do żeglugi smaków; gałka muszkatułowa na granicy podniebienia, pobudzająca i zmysłowa; imbir, miłosny wędrowiec ku idealnej kulminacji; pieprz turecki tęczy...

Świat jadalny podąża za oliwą i spotkanie nabiera rumieńców między iskrą a trzeszczeniem, pryśnięciem a połyskiem.

Dom przemienia w wyjątkową strawę każde ze swoich wnętrz i w ten sposób sprzyja rozkoszy brania do ust innych ust, które wyczekuje i ust, które wyrażają pragnienie zieleniąc się kiścią winogron dokładnie o północy.

(Pan własnego smaku, kogut gotowany w winie o brzasku, ogłasza upojony godzinę pieszczot).

 

XI

Kobieta rozpościera noc swoimi długimi kruczymi włosami i z jej palców wznoszą się do drobnego nieba domu korale gwiazd. Ziemia czuje się wywyższona przez wzniosły blask i odkryte lustro ukazuje się by uwydatnić pocałunki, które my, kochankowie, wcześniej wybraliśmy.

Atmosfera w jakiej odpoczywa dom pęcznieje w zmysłowości, będąc muzyką jego esencji, czule zatrzymanym pragnieniem.

Kobieta mówi i tym samym potwierdza urok, który czuje. Odnajduje przyjemność w spadaniu między jej oczy i sączeniu skóry jej oddechu. W międzyczasie dom nie zaprzestał w wymyślaniu elementów bryzy, cieni i niezaprzeczalnego zadowolenia.

By zamknąć zbudzoną noc, dom nakazuje mi napisać o wyróżniającej się talii kobiety, wersy mężczyzn(i) wersów, z moją erotyczną i majętną brodą.

 

XII

Dom czyni cuda od tylu pocałunków i jęków. Od rumieńca do rumieńca soboty przeobrażają się w noce, które odkrywają owoc miłości wcześniej oddalonych.

Moje uporczywe pisanie wychodzi w poszukiwaniu Ayarí w pożądliwym powietrzu i czuję, że spadam na kolanach by ukołysać się w czasie butelkowych winnic.

Śmieje się we mnie dom i śmiech wymyśla dotykowy druk. Umieszczam go między piersiami dziewczyny by uzupełnić teksty, w których zebrany został pośpiech czytających je pieszczot.

Wyznaję, że jest to ciagłe przeżywanie jej ciała wewnątrz. Przerażenie uczuciowości i upodobania otwarte w głębokiej wilgoci.

Dom wskazuje mi najbardziej nabrzmiałe miejsce żeńskiego imienia, gdzie mój środkowy palec pozostawia śmiały ślad. W ten sposób w każdej chwilii przemierzałem namiętne przestrzenie wspólnego życia.

 

XIII

Jestem tutaj w domu, który mnie wychwala w bieli i obdarowuje mnie obficie tymi moimi dłońmi dziecka. Mogę promieniować, od niedawna, pieszczoty ku piersiom dziewczyny odkytych w równoległości miłosnej nocy i jej tik tak.

Zegarek łaczy górne zero z dolnym i obmyśla ósmą godzinę by zewnętrzne drzwi otworzyły się i ustapiły kroku Ayarí odłączonej od książyca w białej księżycowej sukni.

Dom uwypukla blask wapna i kredy w poszukiwaniu gorącej atmosfery dla dwóch dusz zatraconych jednocześnie.

Dzień kocha się z nocą, obydwoje przebrani jak koty. Poruszają się zadowoleni po kiściach ciemnych i jasnych winogron i miauczenie bulgocze przechodząc ku zmiękczeniu wina.

Ayarí pije wino czarnego kota i całuje brodę swojego poety, noc zatrzymuje się i nie przemija.

Ayarí sączy wino białego kota i poeta składa swoje usta poniżej jej pępka, w tym czasie świt przygotowuje wąskie objęcia.